Alarm przypominał mi: zadbaj o siebie
Człowiek zostaje z tym wszystkim sam…
– Miałam wrażenie, że grunt usuwa mi się spod nóg – wspomina Marta, wracając do momentu diagnozy cukrzycy typu 1. Dziś o chorobie mówi już z dużym spokojem. Własny biznes, rodzinne wyjazdy, podróże i codzienne obowiązki nadal są częścią jej życia – choć dziś towarzyszy jej większa uważność, nowe nawyki i nowa technologia.
Rok temu usłyszałaś diagnozę cukrzycy typu 1. Pamiętasz swoją pierwszą reakcję?
Bardzo dobrze. To był moment, w którym miałam wrażenie, że grunt usuwa mi się spod nóg. Z jednej strony wiedziałam, czym jest cukrzyca, bo w mojej rodzinie ta choroba jest obecna od lat – tata ma cukrzycę typu 1, mama typu 2. Jednak z drugiej strony po cichu wierzyłam, że mnie to ominie. A jeśli już nie ominie, to przynajmniej będzie to „łagodniejsza” wersja. Długo miałam nadzieję, że to jednak cukrzyca typu 2.
Twój organizm wcześniej wysyłał jakieś sygnały ostrzegawcze?
I właśnie to było najbardziej podstępne – praktycznie żadnych. Nie miałam typowego nieustannego pragnienia trudnego do zaspokojenia. Nie czułam się też szczególnie źle. Dopiero po czasie zaczęłam łączyć fakty. Latem przed diagnozą miałam wręcz niepohamowaną ochotę na słodycze. Potrafiłam po kryjomu zjeść słodką bułkę, ciastka albo batoniki i sama przed sobą udawać, że nic się nie dzieje.
Kiedy pojawił się niepokój?
Dość przypadkowo. Przygotowywałam się do operacji usunięcia mięśniaków i robiłam komplet badań w przychodni. Stwierdziłam, że skoro już pobierają mi krew, to sprawdzę też glukozę na czczo, bo dawno tego nie robiłam. Lekarka spojrzała na badania, stężenie glukozy wynosiło 127 mg/dl na czczo. Operacja się nie odbyła, najpierw kazano mi uregulować poziom cukru.
Trafiłaś wtedy do diabetologa?
Tak. Dostałam skierowanie na specjalistyczne badania przeciwciał i od razu pojawił się temat insuliny. Ale ja jeszcze wtedy bardzo się przed tym broniłam. Chciałam wierzyć, że dam radę dietą, ruchem, zmianą stylu życia...
I próbowałaś?
Bardzo. Zapisałam się na konsultację do dietetyka klinicznego. Zaczęłam chodzić na siłownię, ograniczyłam jedzenie praktycznie o połowę. Byłam niesamowicie zawzięta. Efekt? Schudłam 22 kilogramy. Oczywiście cieszyłam się, ale dziś wiem, że organizm po prostu już sobie nie radził.
Co było najtrudniejsze na początku życia z diagnozą cukrzycy typu 1?
Chyba ten ogrom informacji i poczucie, że nagle muszę nauczyć się nowego życia. Ile podać insuliny? Kiedy? Co zjeść? Jak policzyć wymienniki węglowodanowe? A co, jeśli podam za dużo? Albo za mało? Poziom cukru bardzo mi skakał, a ja momentami byłam kompletnie zagubiona. Pamiętam, że na początku dostałam tylko kartkę z produktami, których powinnam unikać, i polecenie kupienia książki o wymiennikach. Człowiek zostaje z tym wszystkim trochę sam…
Dziś brzmisz już dużo spokojniej.
Wiesz, z czasem zaczynasz oswajać chorobę. Cukrzyca nauczyła mnie regularności i większej uważności na sygnały płynące z organizmu. Nadal prowadzę swoje życie – mam sklep internetowy z odzieżą, dużo podróżuję między Polską a Włochami. Często latam z Warszawy do Bolonii. Jasne, czasami trudno dopilnować diety czy regularnych posiłków, ale nauczyłam się funkcjonować inaczej niż wcześniej.
Jaką rolę odegrał system FreeStyle Libre 2 w odzyskaniu spokoju?
Ogromną. O sensorze wiedziałam już wcześniej, bo używał go mój tata. Kiedy sama dostałam możliwość korzystania z niego, poczułam wielką ulgę. Po prostu miałam już dosyć ciągłego kłucia palców. Opuszki były obolałe od nakłuć, a ja i tak nie miałam pewności, co dzieje się aktualnie z moją glikemią. Sensor naprawdę zmienił moją codzienność.
Co najbardziej cię do niego przekonało?
Poczucie bezpieczeństwa. Mogę w każdej chwili spojrzeć w telefon i wiem, co dzieje się z poziomem cukru. Nie muszę co chwilę wyciągać glukometru. W pracy to ogromny komfort – nie muszę kłuć się przy klientach czy pracownikach. W podróży też daje mi spokój. Czy jestem w samochodzie, czy na lotnisku – mam wszystko pod kontrolą. FreeStyle Libre 2 to także świetne rozwiązanie dla osób, które – tak jak ja – lubią wypoczynek nad wodą. Uwielbiamy odpoczywać nad Narwią, pływamy łódeczką. Mąż z synem łowią ryby, a ja spędzam czas na rozmowach z córką. Zawsze towarzyszy nam pies i… sensor oczywiście.
Od początku wiedziałaś, jak korzystać z systemu?
Nie, ale z pomocą przyszedł mój syn, którego bardzo interesują nowoczesne rozwiązania. Nauczył mnie zakładać urządzenie, zdejmować je i przede wszystkim z niego korzystać. Zainstalował mi aplikację w telefonie. Zresztą po krótkim instruktażu ze strony syna użytkowanie okazało się bardzo proste.
Pamiętasz moment, kiedy zrozumiałaś, że nie wyobrażasz sobie już życia bez sensora?
Tak. Pewnego razu w podróży zostałam bez sensora pół dnia przed powrotem do domu. Miałam przy sobie glukometr i paski, więc teoretycznie nic się nie stało. A mimo to spanikowałam. Przyzwyczaiłam się do tego, że mam podgląd cukru cały czas. To daje ogromny komfort psychiczny.
Co powiedziałabyś osobom, które dopiero usłyszały diagnozę i boją się nowych technologii?
Żeby się ich nie bały. Naprawdę. Na początku wszystko wydaje się trudne i przerażające, ale takie rozwiązania bardzo pomagają odzyskać normalność. Używam sensora od roku i nie zamieniłabym go na nic innego. Ostatnio na lotnisku zdarzyła mi się zabawna sytuacja. Przechodziłam przez bramki i coś zaczęło pikać. Odruchowo pokazałam sensor, a pracownik lotniska zaczął mnie wypytywać, jak się sprawdza, bo sam miał cukrzycę i zastanawiał się nad takim rozwiązaniem.
A co mówisz osobom, które dopytują, co to za kółeczko masz na ramieniu?
Że to urządzenie, które mierzy poziom cukru i bardzo ułatwia życie!
Redakcja: Agencja Musqo, Aleksandra Zalewska-Stankiewicz
© 2026 Abbott ADC-2692352 v1.0
Alarm przypominał mi: zadbaj o siebie